Prezent, który się nie kurzy
17.07.2026
W dobie telefonów komórkowych, milionów zdjęć na Facebooku i na Instagramie, coraz modniejsze stają się zdjęcia wykonane przez profesjonalistów. O pracy podczas sesji fotograficznych mówi Marlena Świderska w rozmowie z Konstantynów.pl
Dużo czasu spędzasz z parą młodych?
Towarzyszę im zazwyczaj przez 12 godzin. Pojawiam się, gdy panna młoda ma już prawie skończony makijaż lub wychodzi od fryzjera, a pan młody odbiera kwiaty… Uwieczniamy wiele ważnych i mniej ważnych detali oraz całe przygotowania. A potem ślub i przyjęcie.
Detale? Czyli co?
Na przykład zegarek po dziadku, podwiązkę, monetę do buta, kolczyki po babci, spinki do mankietów taty. Oczywiście są też fotografowani czworonożni domownicy, czyli psy i koty.
To duża odpowiedzialność i umiejętność wejść w tak intymną relację z obcymi ludźmi?
Dlatego zawsze chcę się wcześniej spotkać z parą, którą będę fotografowała. Jeśli się nie polubimy i nie poczujemy między sobą tego czegoś, to nie ma sensu taka współpraca.
Kogo najtrudniej się fotografuje?
Moim zdaniem starsze osoby. Dlaczego? Bo nie chcą patrzeć w obiektyw, uciekają oczami i boją się, że… „klisza pęknie”. Nie pęknie. (śmiech)
Dużo robisz zdjęć?
Jako reportaż w dniu ślubu i na weselu około siedmiu tysięcy. Potem wybieram z tego 700, które poddaję obróbce kolorystycznej. Usuwam zbędne elementy. Poprawione zdjęcia otrzymuje para młoda.
Spotykasz później jeszcze swoich klientów?
Bardzo mnie cieszy, gdy po jakimś czasie robimy sesję ciążową i świętujemy narodziny dziecka. Coraz więcej kobiet decyduje się na sesje profesjonalne z okazji trzydziestych urodzin, czterdziestych czy pięćdziesiątych. Sesje wizerunkowe to coś pomiędzy „lajfstajlem”, a profesjonalnym portretem.
Ulubiona sesja?
Mam mnóstwo super wspomnień z wielu sesji. Cieszę się, że udało mi się namówić mamę na sesję z okazji pięćdziesiątych urodzin. Zdecydowanie moja ulubiona sesja to ślubna na plaży w Łebie. Był początek września, strasznie zimno i wietrznie, a „moja para” biegała boso po plaży.
Kiedy stanęłaś z drugiej strony obiektywu?
W gimnazjum dostałam pierwszą lustrzankę. To był Nikon d5000, który służył mi przez dobre 8 lat. Nadal działa, ale teraz bardziej jako ozdoba.
Gdzie zdobywałaś wiedzę o fotografii?
W 2020 roku po dwóch latach wróciłam do Konstantynowa ze Szwecji. Od tego czasu odbyłam kilka szkoleń u profesjonalnych fotografów. U Mariki Wrońskiej w Warszawie szkoliłam się w fotografii rodzinnej. U Joanny Osak „Światło i Czułość” miałam warsztaty ślubne. A w Łodzi u Asi Piesiak szlifowałam fotografie ślubne i plenery rodzinne.
Studio w Fabryce przy ulicy Łódzkiej prowadzisz…
…już trzy lata. Mam tu moje ulubione światło dzienne, dlatego jest pełne słońca.
Czym jest dla ciebie fotografia?
To piękne wspomnienia, które możemy z dumą oglądać przez lata. To dla mnie sposób zatrzymywania chwil, które inaczej by zniknęły. Mam na myśli emocje i drobne detale. Moją pracę można śledzić na instagramie: @marle.swiderska.
Zapraszam, bo tam najaktywniej działam.