W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. Dodatkowo, korzystanie z naszej witryny oznacza akceptację przez Państwa klauzuli przetwarzania danych osobowych udostępnionych drogą elektroniczną.
Powrót

Kobieta da radę!

26.03.2026

Weszły na typowo męskie tereny. Zrobiły to bez obaw i z pełną determinacją. O pracy, pasji i spełnianiu marzeń Konstantynów.pl rozmawia z policjantką Agnieszką Jachimek, diagnostą samochodowym Eweliną Gajdką i trenerką piłki nożnej Martą Kołachą.

Kolaż złożony z trzech portretowych zdjęć przedstawiających kobiety w różnych rolach zawodowych i sportowych.
Po lewej stronie kobieta stoi przy samochodzie z otwartą maską w stacji kontroli pojazdów.
W środku młoda piłkarka trzyma duży złoty puchar i medal.
Po prawej funkcjonariuszka Policji w mundurze stoi z materiałami informacyjnymi obok planszy prezentacyjnej.

Podkomisarz Agnieszka Jachimek jest rzeczniczką prasową w Komendzie Powiatowej Policji. W tej formacji na stu funkcjonariuszy mamy prawie 25 kobiet. W Pabianicach pracują 72 policjantki.
— Mamy w policji dwa rodzaje policjantek. Jedne marzą od dzieciństwa, żeby łapać bandytów i czytają kryminały, a inne założyły mundur, mimo że wcześniej o nim nawet nie myślały. Ja jestem w tej drugiej grupie — przyznaje podkomisarz. — Jednak dziś nie wyobrażam sobie, żebym mogła pracować gdzie indziej.

Gdy absolwentka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu szukała pracy, okazało się, że mało kto chce zatrudnić pedagoga specjalizującego się w edukacji dorosłych i socjologa.
— Mój teść również pełnił służbę w mundurze. To on zasugerował, żebym spróbowała w policji lub wojsku. I jestem mu do dziś wdzięczna za tę podpowiedź — mówi policjantka.

Były testy sprawnościowe, psychologiczne i wiedzy. Wszystkie pani Agnieszka zaliczyła z dobrym wynikiem. W połowie 2013 roku wzięła ślub, a jesienią została przyjęta do policji. W szkole w Sieradzu uczyła się przepisów prawa, radzenia sobie z agresywnymi osobami i strzelania z broni palnej.
— Mam swoją broń służbową. To niemiecki Walther P99. Dobrze mi się z niego strzela. Co kwartał mamy obowiązkowe szkolenia — wyjaśnia. — Jestem dowodem na to, że póki się nie spróbuje, to się nie wie, jaka decyzja przy wyborze zawodu będzie dla nas najlepsza.

W 2014 roku po skończonym kursie trafiła do Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Miejskiej w Łodzi. Patrol jako pierwszy dociera na miejsca zdarzeń. Są wszędzie tam, gdzie potrzebna jest pomoc policjantów. Od doświadczonego partnera z patrolu uczyła się tajników służby.

— Praca w terenie pokazała mi, że rozmowa i spokojne rozwiązywanie problemów potrafią zdziałać cuda. Wiele osób, z którymi policjanci mają do czynienia podczas interwencji, nie oczekuje gotowych rozwiązań ani natychmiastowych decyzji — tłumaczy policjantka. — Często najbardziej potrzebują zwyczajnej rozmowy, bycia wysłuchanym, potraktowanym z uwagą i zrozumieniem.

W Komendzie Powiatowej w Pabianicach w patrolu interwencyjnym zaczęła pracę 1 stycznia 2020 roku. Rok później znalazła się w Zespole ds. Nieletnich i Patologii. Od ponad dwóch lat pracuje jako rzeczniczka prasowa Powiatowej Komendy Policji. Z wyróżnieniem zdała egzamin oficerski.

— Każdy, kto przychodzi do policji, chce ratować ludzkie życie i chronić słabszych. I to się często zdarza w naszej pracy. Czasami trzeba kogoś ukarać mandatem — wylicza policjantka z 13-letnim stażem. — Zachęcam kobiety do spróbowania swoich sił w policji, gdzie świetnie się realizują. Z roku na rok jest nas coraz więcej.

W 2025 roku do Powiatowej Komendy Policji podania złożyło 40 osób. Przyjętych zostało 34, w tym 14 kobiet. Podkomisarz Agnieszka Jachimek prywatnie jest żoną oraz mamą dwóch córek w wieku 7 i 10 lat.

Agnieszka Jachimek

Ewelinę Gajdkę już niebawem będzie można spotkać na Stacji Kontroli Pojazdów przy ulicy Lutomierskiej 32 w Konstantynowie Łódzkim.

Jest diagnostą samochodowym, który kontroluje sprawność pojazdów i ocenia ich stan techniczny. Każdy pojazd mechaniczny podlega okresowemu badaniu technicznemu, aby był sprawny i bezpieczny na drodze.

— Ten zawód wymaga przede wszystkim wiedzy, praktyki i chęci uczenia się, a nie cech fizycznych przypisanych do którejkolwiek z płci — przekonuje pani diagnosta samochodowy. — Nie wymaga siły fizycznej, a raczej wiedzy technicznej, precyzji i dokładności oraz umiejętności obsługi sprzętu.

Ewelina Gajdka to absolwentka dwóch kierunków studiów na Politechnice Łódzkiej. Ukończyła studia techniczne na kierunku Zarządzanie i Inżynieria Produkcji oraz Bezpieczeństwo i Higiena Pracy. Temat jednej z jej prac inżynierskich był związany z zawodem diagnosty samochodowego.

— Badałam skutki uwolnienia gazu LPG w samochodach osobowych w garażach podziemnych. To było ponad 12 lat temu, a wtedy jeszcze nawet nie myślałam o zawodzie diagnosty — zapewnia.

Do nauki nowego zawodu namówili ją rodzice, którzy od ponad czterech lat prowadzą Podstawową Stację Kontroli Pojazdów PAW MOT przy Lutomierskiej.

— Oczywiście trochę czasu zajęło mi podjęcie decyzji o wyborze nowej ścieżki kariery, gdyż analizowałam jej plusy i minusy. Brałam pod uwagę również moje możliwości — wyjaśnia. — Jednak nigdy nie bałam się obszaru technicznego, także tego związanego z motoryzacją. Przyznaję, że sam egzamin jest dość trudny i wymagający, bo obejmuje bardzo duży zakres materiału.

Państwowy egzamin kwalifikacyjny z części teoretycznej i praktycznej jest dostosowany do pracy na Okręgowej Stacji Kontroli Pojazdów, gdzie bada się także pojazdy ciężarowe i specjalistyczne, między innymi autobusy i cysterny.

— Ale nie jest niemożliwy do zdania, czego jestem najlepszym przykładem — mówi z uśmiechem pani Ewelina. — Byłam jedyną kobietą na kursie oraz jedyną w gronie niemal 40 panów na egzaminach teoretycznym i praktycznym.

Dziś jest też pierwszą i jedyną kobietą w powiecie pabianickim posiadającą uprawnienie do wykonywania zawodu diagnosty samochodowego. Obsługuje nowoczesne urządzenia diagnostyczne i analizuje dane pomiarowe. Pani Ewelina nigdy pracy się nie bała. Jeszcze na studiach zatrudniła się w jednej z łódzkich korporacji, specjalizującej się w produkcji dużego sprzętu AGD.

— Wciąż tam pracuję. Lata praktyki w różnych działach i współpraca z ludźmi, to mój własny i znaczący bagaż doświadczeń. Do tego, oczywiście umiejętność radzenia sobie ze stresem i presją czasu — wylicza. — To bardzo cenne umiejętności, które przydatne są w życiu zawodowym.

Ewelina Gajdka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Marle Świderska Fotografia

Marta Kołacha to piłkarka nożna i trenerka drużyn żeńskich w Klubie Sportowym Włókniarz.

Kiedy zaczęła kopać piłkę? Gdy była dzieckiem, zamiast bawić się lalkami jak większość dziewczynek, wolała grać w piłkę nożną z kuzynem Patrykiem. To z nim wspinała się na okoliczne drzewa i z nim wychodziła na betonowe boisko przy Sucharskiego i na Orlika.

— Ale jego koledzy nie chcieli grać z dziewczyną. Przez lata słyszałam, że baby są głupie i nadają się tylko do garów — mówi ze śmiechem pani Marta. — Byłam w Szkole Podstawowej nr 5, gdy mój nauczyciel wychowania fizycznego Andrzej Grębosz zauważył, że mam dar do piłki nożnej.

Marta wybrała gimnazjum Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Łodzi. Chcieli ją tam mieć, bo na boisku była najlepsza. Spełniło się marzenie, bo treningi były dwa razy dziennie i grała mecze ligowe. Całe gimnazjum i liceum grała w UKS SMS. Jej grono stałych kibiców, czyli mama, babcia i siostra, jeździły za nią po całej Polsce i kibicowały na trybunach. Pięknie rozpoczętą karierę zatrzymała kontuzja – zerwane więzadła. Powrót na boisko był długi i wymagał sporego poświęcenia. Choć odzyskała sprawność, zaczynała mecze na ławce rezerwowej. Nie odpuściła. Od pięciu lat Marta Kołacha prowadzi zespoły dziewcząt do 13 lat i do 16 lat w KKS Włókniarz Konstantynów Łódzki.

— Mistrzostwo Polski z SMS-em nie dało mi tyle radości, ile zdobyty Puchar Polski na szczeblu wojewódzkim z Włókniarzem — przyznaje dziś 27-letnia piłkarka i trenerka. — Nasza drużyna seniorek gra w IV lidze. Walczymy o awans do III ligi.

Marta regularnie strzela gole dla drużyny Włókniarza, której od roku jest też trenerką. Jej zespół uplasował się na pierwszym miejscu IV ligi. Dziewczyny mają spore szanse na awans. Drugi w tabeli jest AKS II Łódź, który został pokonany w meczu ligowym. Wygrały też mecz w lidze z trzecim w tabeli Widzewem. Jakie są piłkarki nożne na boisku?

— Kobiety to zadziory. Są waleczne i nieustępliwe. Ja zawsze grałam w ataku i strzelałam gole — mówi trenerka. — Na boisku konieczna jest wiara w siebie i świadomość, że bez ciężkiej pracy nie będzie sukcesów. Nie warto też słuchać innych, tylko skupić się na swoim celu.

Marta ma swoich idoli na boisku. Jest fanką Kuby Błaszczykowskiego jako piłkarza i człowieka, bo jak mówi: „całe życie był sobą”. Za talent podziwia argentyńskiego piłkarza Leo Messiego. Nieustająco kibicuje Barcelonie i Widzewowi.

— My, kobiety gramy dla fanu. Każda z nas pracuje, a piłka nożna to pasja po godzinach i w weekendy. Mężczyźni mają łatwiej — przyznaje. — Gdy zostałam trenerką Włókniarza, skrzyknęłam koleżanki piłkarki z całej okolicy i mamy dziś mocny żeński zespół. Pilnuję, żebyśmy były zgrane. To, co dzieje się w szatni, potem widać na boisku. Chciałabym kiedyś zobaczyć swoje wychowanki, jak grają z orzełkiem na piersi w reprezentacji Polski i odnoszą sukcesy w klubach.

Gdy Marta miała kontuzję, spędzała sporo czasu w gabinetach fizjoterapeutów. Marzenia o strzelaniu goli w reprezentacji Polski legły w gruzach.

— Dziś jestem bardzo zadowolona z tego, że jestem fizjoterapeutką. Nie przeszkadza mi to grać w piłkę i być trenerką — wylicza. — Lubię pomagać innym w powrocie do sprawności, a dziewczynom w realizacji marzeń na boisku.

Marta Kołacha

Rozmawiała Renata Kamińska

{"register":{"columns":[]}}