W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. Dodatkowo, korzystanie z naszej witryny oznacza akceptację przez Państwa klauzuli przetwarzania danych osobowych udostępnionych drogą elektroniczną.
Powrót

Jaka jest recepta na udany związek?

25.02.2026

Tolerancja, poczucie humoru, wspólne pasje, a nawet tęsknota za drugą połówką - to dopiero początek listy dobrych rad, którymi podzieliły się pary z ponad pięćdziesięcioletnim stażem małżeńskim.

Grupowe zdjęcie par małżeńskich uhonorowanych podczas uroczystości Złotych Godów. Jubilaci stoją na scenie z kwiatami i odznaczeniami, w tle dekoracje i balony w kształcie serc.

Wyjątkowy jubileusz Złote Gody to pięćdziesiąt wspólnie przeżytych lat. 12 par z Konstantynowa Łódzkiego oprócz medali od prezydenta Polski otrzymało też dyplomy gratulacyjne, kwiaty i serdeczne życzenia. W imieniu prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, medale za długoletnie pożycie małżeńskie, wręczył Robert Jakubowski, burmistrz Konstantynowa Łódzkiego.

- Składam Państwu najserdeczniejsze życzenia i gratulacje z okazji  świętowanego dziś jubileuszu. Historia waszej miłości i małżeństwa powinna być inspiracją i nauką dla młodego pokolenia. Życzę państwu, żebyśmy się tu mogli wszyscy spotkać na dębowej, czyli na osiemdziesiątej rocznicy zawarcia związku małżeńskiego – mówił burmistrz Jakubowski.

Medale za 50 lal wspólnego życia otrzymali: Genowefa i Jan Bogutczakowie, Danuta Walczak-Duraj i Jan Duraj, Halina i Ryszard Kaczmarkowie, Jadwiga i Bernard Kopij, Barbara i Władysław Ozimkowie, Grażyna i Lech Rydzyńscy, Ewa i Feliks Solarscy, Monika i Eugeniusz Tymańscy, Teresa i Marian Wojciechowscy, Wiesława i Tadeusz Wojciechowscy, Zofia i Andrzej Zielińscy oraz Barbara i Jerzy Stępniowie.

Kwiaty i słodycze pary otrzymały od Elżbiety Jabłońskiej — wiceprzewodniczącej Rady Miejskiej, i Tomasza Janczewskiego — kierownika Urzędu Stanu Cywilnego.

- Lekcja, jaką dostajemy od państwa, to wzajemny szacunek, zrozumienie i kompromisy. Życzę państwu dużo zdrowia i tego, żeby ta miłość i żar w waszych oczach nie wygasał — mówiła Elżbieta Jabłońska.

Pięćdziesiąt lat to piękna, wspólna podróż, w której nie brakuje ślepych uliczek, rozdroży i skrzyżowań bez drogowskazów. Uroczystość poprowadzili: sekretarz miasta Paulina Kukielińska i Radosław Kierzek, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury.

- Pięćdziesiąt wspólnych lat to doskonały powód, by świętować wyjątkowo uroczyście ten piękny jubileusz. Dziś spotykaliśmy się, by celebrować złote rocznice państwa ślubów – mówiła do jubilatów Paulina Kukielińska.

Jak się rodzi miłość, która potrafi przetrwać ponad pół wieku? O chwilach zauroczenia i wspólnym życiu mówili jubilaci na uroczystości, na którą zostali zaproszeni do Miejskiego Domu Kultury. Te piękne jubileusze były dla nich momentem wspomnień i refleksji.

Genowefa i Jan Bogutczakowie poznali się w Krynicy Górskiej, gdzie każde z nich, ale osobno spędzało urlop. Ona pracownica Poczty Polskiej z Łodzi, on z Konstantynowa w górskim kurorcie znaleźli miłość. Para dziś świętuje 53 lata małżeństwa. Dochowali się dwóch synów i czterech wspaniałych wnuków.

Danuta Walczak-Duraj i Jan Duraj spotkali się w kolejce po obiad na stołówce studenckiej Uniwersytetu Łódzkiego. On wtedy kończył ekonomię, ona studiowała na III roku socjologię.

- To było szczęście. Zachwyciła mnie jej śmiałość, uroda, szczerość i bezpośredniość — wylicza profesor dr hab. Jan Duraj, wieloletni wykładowca na UŁ, prodziekan i rektor.

Uniwersytet połączył ich też zawodowo. Profesor dr hab. Danuta Walczak-Duraj była prodziekanem Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego UŁ i kierownikiem Katedry Socjologi, Polityki i Moralności. Państwo Duraj będą obchodzić 57. rocznicę zawarcia małżeństwa.

- Mamy kilka recept i nimi żonglujemy — mówi pan Jan. — Najważniejsze są wspólne pasje, więc podróżujemy po Polsce, wędrujemy po górach i po świecie. Nie potrafimy się sobą znudzić. Cenimy to wspólne życie i dobrze się rozumiemy.

Państwo Durajowie mają dwie córki i wnuczkę.

Halina i Ryszard Kaczmarkowie wsiedli do tego samego tramwaju linii „43”. To była miłość od pierwszego wejrzenia, która rozkwitała każdego dnia podczas podróży tramwajem w drodze do pracy. W grudniu świętowali 51 lat wspólnego pożycia. Mają syna i córkę, troje wnucząt oraz jednego prawnuczka.

Jadwiga i Bernard Kopij byli uczniami szkół średnich i mieszkali na stancji przy ulicy Łódzkiej. Ona uczyła się w łódzkiej „odzieżówce”, a on w konstantynowskim liceum. To było zauroczenie. Zawsze chcieli mieć dużą rodzinę i to się udało. Pobudowali dom w Konstantynowie, doczekali się trzech synów i dwójki wnucząt. Sposób na późną miłość? To ich zdaniem tolerancja. Dziś odbierali medal za 50 lat wspólnego pożycia i świętują sześćdziesiątą rocznicę ślubu.

Barbara i Władysław Ozimkowie najpierw byli kolegami ze szkoły podstawowej. Spotkali się w pierwszej klasie. Po latach znajomości  i przyjaźni, zostali parą. W kwietniu będą świętować 53. rocznicę małżeństwa, ale znają się już siedemdziesiąt lat. Wiele ich łączy, nawet urodziny, które mają dzień po dniu. Doczekali się córki i syna oraz wnuczki i wnuczka. Ich recepta na długie lata bycia razem? To wzajemny szacunek i zgodność. U nich nie ma cichych dni.

Grażyna i Lech Rydzyńscy poznali się i od razu zakochali na… imieninach pani Grażyny. Zostali zeswatani przez znajome małżeństwo. Od tego kwietnia 1973 roku są parą. Na pierwszą randkę pojechali na jego motocyklu Jawa 175. Ich receptą na udany związek jest poczucie humoru i śmiech. Potrafią też od siebie chwilkę odpocząć, bo ona mam swoje seriale i książki, a jego pasją wciąż jest motoryzacja. Państwo Rydzyńscy w sierpniu będą świętować 52. rocznicę ślubu. Doczekali się córki i syna.

- Co nas łączy? To miłość — dorzuca pan Lech.

Ewa i Feliks Solarscy poznali się na zabawie.

- Ewa doskonale tańczyła, ja raczej nie — wspomina pan Feliks. — Poprosiłem ją do tańca, ale to raczej ona uczyła mnie tańczyć i tak zostaliśmy parą.

Państwo Solarscy w czerwcu będą świętować 52 lata małżeństwa. Mają  córkę i syna oraz wnuczkę i wnuczka. Ich recepta to bycie tolerancyjnym.

Monika i Eugeniusz Tymańscy spotkali się na sylwestrze w remizie OSP w Lutomiersku. Nie przyszli na zabawę razem.

- Akurat wróciłem z wojska i poszedłem na zabawę. Gdy ją zobaczyłem, zachwyciłem się — mówi pan Eugeniusz.

W lipcu państwo Tymańscy będą świętować 57 lat po ślubie. Mają córkę i syna oraz trzy wnuczki.

- Mieszkamy w domu z ogromnym ogrodem, więc jest co robić — dodaje pan Eugeniusz. — W związku trzeba się wspierać i dogadywać. Gdy jest co robić, to życie ma sens.

Teresa i Marian Wojciechowscy byli sąsiadami.

- Miałem 22 lata i właśnie wróciłem z wojska. Zobaczyłem ją na ulicy. Gdy szedłem do wojska, była jeszcze dzieckiem, a gdy wróciłem, zobaczyłem kobietę i… zakochałem się. Miała wtedy 17 lat i była bardzo ładna — mówi pan Marian.

Państwo Wojciechowscy w zeszłym roku świętowali 50-lecie małżeństwa. Mają dwóch synów i troje wnucząt.

- Zaufanie i rozmowa to nasz sposób na udany związek. Bez tego nie ma miłości — uważa pani Teresa.

Wiesława i Tadeusz Wojciechowscy mieszkali na tej samej ulicy w Łodzi, ale się nie znali.

- Stałem z kolegą, gdy ona akurat przechodziła. Oni się znali, więc nas sobie przedstawił. Była bardzo ładna, uśmiechnięta i mieliśmy o czym rozmawiać. Po roku wzięliśmy ślub — wspomina pan Tadeusz.

Dziś świętują 51 lat po ślubie. Mają córkę i dwoje wnucząt.

- Recepta na udane małżeństwo? To dużo pracować i mało bywać w domu, wtedy żona tęskni — przekonuje pan Tadeusz. — Rozłąka dobrze robi związkowi. Od 30 lat mam firmę, więc bywam gościem w domu.

Zofia i Andrzej Zielińscy spotkali się na wiejskiej zabawie w okolicach Szczecina. On przyjechał z kolegą z wojska na przepustkę.

- Pamiętam zgrabną szatynkę, krótkie włosy. Była fajna i wciąż jest fajna — przyznaje pan Andrzej. — Tam przyszli na świat nasi synowie, ale po dwóch latach wróciłem z rodziną do Konstantynowa.

W lipcu będą świętować 52 lata po ślubie. Mają dwóch synów i troje wnucząt.

- Nasza recepta to dużo sportu i nie chorować. Z żoną zdobyliśmy wszystkie polskie szczyty, włącznie z Rysami — wylicza pan Andrzej. — Dawniej biegałem maratony i trenowałem we Włókniarzu. Nadal nie odpuszczam.

Ich recepta na udany związek?

- Nie brać wszystkie na poważnie i patrzeć na świat na wesoło — uważa pani Zosia.

Uroczystość uświetnił koncert Barbary Droździńskiej. Po oficjalnej części uroczystości, wszystkie pary i ich goście zostali zaproszeni na poczęstunek.

Zdjęcia (17)

{"register":{"columns":[]}}